Dzisiaj oprę się na fragmencie z dzisiejszego czytania. Będzie to fragment z księgi Wyjścia, notabene jednej z moich ulubionych ksiąg Starego Testamentu obok księgi Estery i księgi Jeremiasza.
"Gdy Mojżesz zstępował z góry Synaj z dwiema tablicami Świadectwa w ręku, nie wiedział, że skóra na jego twarzy promieniała na skutek rozmowy z Panem. Gdy Aaron i synowie Izraela zobaczyli Mojżesza z dala i ujrzeli, że skóra na jego twarzy promienieje, bali się zbliżyć do niego." Wj 34,29
Wiemy wszyscy o jakie tablice chodziło, tablice z Dekalogiem. Pragnę jednak skupić się nad osobą Mojżesza po spotkaniu z Bogiem. Został przez niego wybrany, wyróżniony. Zwykły człowiek, który uwierzył bezgranicznie Bogu. Jąkający się Żyd, który stał się przewodnikiem dla ludu Izraelskiego w drodze do wolności, do Kanaanu. Jego twarz promieniała, jaśniała. Jakże często widziałam czy to moich znajomych czy ludzi starszych ot np moją babcię, która właśnie spotkała się z Bogiem w Kościele. Ta radość i serdeczność biła z jej twarzy. Mojżesza promieniejąca twarz przerażała Aarona i innych Izraelitów. Lęk przed czymś niepojętym, nieznanym. Bóg jest właśnie tak niesamowity, że każde nasze spotkanie z Nim powinno się tak kończyć jak te z Mojżeszem tysiące lat temu. Nasza twarz ma promienieć miłością Boga. Bardzo prosto można to zrobić, taki skromny początek. Zacznijmy się uśmiechać do innych, nie tylko znajomych ;) potem przejdźmy do czynów. :) Obecnie większość ludzi nudzi Kościół, Msza Święta, nabożeństwa. Wynika to z nieświadomości, że oni tak blisko spotykają się wtedy z Bogiem jak Mojżesz na pustyni tysiące lat temu. Może to dziwnie zabrzmi, ale idąc na Mszę idziemy na randkę z Bogiem. Spotykamy się z jego miłością, On mówi do nas. Zwracamy uwagi na wiele rzeczy na oprawę muzyczną, na ubiór innych ludzi, na to czy ksiądz jest czerwony na twarzy, zastanawiamy się czy nie popił sobie dzień wcześniej. Myślimy o milionach spraw tylko nie o Tym dla którego przychodzimy. Początkowo skupić jest się trudno, ale trzeba próbować. Trening czyni mistrza ;)
Myśląc o blasku bijącym od twarzy Mojżesza przypomina mi się dzisiejsza sytuacja z kościoła św. Anny. Ludzie stojący w kolejce do spowiedzi byli poddenerwowani, że ktoś po chamsku zajął ich miejsce w kolejce, że może nie zdążą, że ksiądz ich ochrzani itp. a od konfesjonału odchodzili radośni uśmiechnięci, biła od nich radość, przebaczająca miłość Boga. Jakby po meczu piłki błotnej przyszli pod prysznic i wyszli z niego czyści i pachnący. Do tego bym porównywała wyznawanie grzechów Bogu, do Bożego prysznica, wodą jest Jego łaska.
Myśląc o blasku bijącym od twarzy Mojżesza przypomina mi się dzisiejsza sytuacja z kościoła św. Anny. Ludzie stojący w kolejce do spowiedzi byli poddenerwowani, że ktoś po chamsku zajął ich miejsce w kolejce, że może nie zdążą, że ksiądz ich ochrzani itp. a od konfesjonału odchodzili radośni uśmiechnięci, biła od nich radość, przebaczająca miłość Boga. Jakby po meczu piłki błotnej przyszli pod prysznic i wyszli z niego czyści i pachnący. Do tego bym porównywała wyznawanie grzechów Bogu, do Bożego prysznica, wodą jest Jego łaska.
Zachęcam również do bycia Bożą lampą dla innych, świećmy Jego światłem miłości.
"Nie zapala się też lampy po to, by ją schować pod korcem. Przeciwnie, umieszcza się ją na świeczniku, aby dawała światło tym wszystkim, którzy są w domu." Mt 5,15
"Nie zapala się też lampy po to, by ją schować pod korcem. Przeciwnie, umieszcza się ją na świeczniku, aby dawała światło tym wszystkim, którzy są w domu." Mt 5,15
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz