Już lada dzień Święta Bożego Narodzenia. Niektórzy już od 3 tygodni sprzątają, kupują prezenty, planują w najdrobniejszych szczegółach jak miałyby wyglądać tegoroczne święta Bożego Narodzenia. Przygotowania niosą za sobą więcej stresu, niż to jest warte. Po co się tak stresować? Czy istotą świąt jest wysprzątanie każdej szuflady? kupienie najoryginalniejszych prezentów dla bliskich? Po co nam ta cała otoczka skoro w środku, w naszym wnętrzu można odnaleźć jedynie pustkę, bo zapomnieliśmy o istocie Świąt Bożego Narodzenia. Jesteśmy puści jak betonowy, monumentalny pomnik Jezusa w Świebodzinie. Nie chcę w żaden sposób sugerować, że ja w tej kwestii jestem kryształowa a inni są źli, puści itd. Też czasem koncentruje się wyłącznie na oprawie: a to jak ubrać choinkę, opracowywanie z detalami w co się ubiorę, jak wiele rzeczy muszę zrobić by tegoroczne Święta Bożego Narodzenia były idealne.
Nie będą idealne. Ideałem byłoby poszukiwanie istoty tych świąt, czy ja zdaję sobie z tego sprawę, że świętuję ziemskie urodziny samego Boga? Jak od strony wewnętrznej się przygotowuję.
Dzisiaj w "Metrze" przeczytałam jak coraz więcej młodych ludzi przestaje zwyczajnie lubić święta, które kojarzą im się z obłudnym zachowaniem całej rodziny, z byciem na siłę. Rodziny żyją pod jednym dachem, ale mimo wszystko gdzieś obok siebie. Dobrze by było (poza przygotowaniem duchowym) w drugiej kolejności nastawić się na bycie z rodziną. Nie opowiadanie jak mi się świetnie żyje, skoro tak w rzeczywistości niekoniecznie jest. Przede wszystkim słuchać tego, co inni mają do powiedzenia, choćby to było śmiertelnie nudne. W pewien sposób to jest wyraz miłości ;) Bo jak my poczulibyśmy się gdybyśmy jak nakręceni opowiadali o swojej pasji np komputerach a stara ciotka rozmawiając z nami opowiadałaby cały czas o swoim ukochanym piesku nie odnosząc się w zupełności do tego, co my sami mówimy? W takich sytuacjach albo unikamy na przyszłość kontaktów z taką osobą albo załącza się w nas mały agresor.
Pomyślmy o tych dwóch sprawach by choć trochę być bliższymi ideału ;) O przygotowaniu duchowym i o wyrozumiałości dla jakże często pokręconej rodziny ;) A cała otoczka niech będzie sprawą mało istotną :)